Nocny_02

Hibernal z Chodorowej na Nocnym Markecie

Warszawa Główna pełniła rolę pierwszoplanowego dworca stolicy do lat siedemdziesiątych XX wieku. Ostatecznie zamknięta w latach dziewięćdziesiątych, dzisiaj odżywa za sprawą Nocnego Marketu. Krótko mówiąc, to próba zaszczepienia w Warszawie dalekowschodniej kultury ulicznego jedzenia. W weekendowe wieczory i noce (w piątki i soboty od godziny 17.00 do 1.00, w niedzielę od 16.00 do 23.00) kilkanaście modnych stołecznych barów i restauracji oferuje między dawnymi peronami swoje sztandarowe produkty. Jest głośna muzyka, jest gwarny tłum spragniony nowych smaków.

Skoro stylizacja dalekowschodnia, to i dalekowschodnia kuchnia dominuje. W zeszłym tygodniu była m.in Asian Food Foundation ze świetnym makaronem przygotowywanym na oczach klientów. Było gruzińskie bistro Chinkali z chaczapuri znacznie lepszym od podawanego w znanej Tbilisi na ul. Puławskiej. Był Viet Street Food z banh gio – gotowanym na parze delikatnym ciastem ryżowym z mięsnym nadzieniem, zawiniętym w liść bananowca Był indyjski Genash, ale nic poza tym, że był, raczej nie warto pisać. Były też inne stoiska, które jednak nie zapadły w pamięci. Szkoda, że zabrakło tradycyjnej kuchni polskiej w nowoczesnym wydaniu. Warto jednak odnotować, że nie zawsze są te same restauracje. Co tydzień część z nich się zmienia, pojawiają się nowe…

Nocny_04

Na Nocnym Markecie było także przedstawicielstwo żoliborskich Małych Dużych Win. Ich stoisko było jednym z dwóch na których sprzedawano alkohol, w związku z czym było jednym z dwóch najbardziej obleganych.  Gwiazdą wieczoru miał być polski hibernal z małopolskiej Winnicy Chodorowej. Cóż, miał być. Jestem bardzo wyrozumiały wobec polskich win, zdaję sobie sprawę z jakimi trudnościami zderzają się rodzimi winiarze, rozumiem, że nie jesteśmy i nigdy nie będziemy Francją, Włochami, a nawet Węgrami. Mimo to, wino było po prostu przeciętne. Odrobina ziół, odrobina agrestu. Orzeźwiające, ale niewiele poza tym. Być może na surową ocenę pracy winiarzy z Chodorowej miały ceny ustalone przez Małe Duży Wina. 16 zł za kieliszek i 120 zł za butelkę. Ponad dwukrotnie drożej niż w sklepach i zapewne trzy-cztery razy drożej, niż w samej winnicy.

Dochodzimy do głównego problemu Nocnego Marketu, czyli cen. Są zdecydowanie zbyt zachodnie, jak na wschodni charakter kuchni. Można uznać, że 15 zł jest odpowiednią ceną dla małej miseczki makaronu, tylko pod warunkiem, że wcześniej zjadło się kolację w domu. Mimo to warto odwiedzić powstały z martwych dworzec choćby dla klimatu i – jeżeli ponownie wystawi się Chinkali – dla chaczapuri. Po hibernala z Chodorowej raczej już nie sięgnę.

Nocny_01 Nocny_03 Nocny_05Nocny_02

Nocny_00