Saint-Émilion Grand Cru 2011

To wino jest jak scenariusz amerykańskiego filmu dla nastolatków „z przesłaniem”. Chłopak jest uzdolniony plastycznie, ale rysuje tylko dla siebie. Chcąc zaimponować nowopoznanej dziewczynie udaje, że gra w zespole rockowym koncertującym w całym kraju. Z czasem podtrzymywanie kłamstwa wymaga coraz większego zaangażowania. Pożycza od kolegi gitarę i uczy się paru akordów, wkrada się na scenę w przerwie dużego koncertu, żeby zrobić sobie zdjęcie, zakłada stronę internetową o swoim fikcyjnym zespole, przesyła sam do siebie listy od fanów. W końcu prawda wychodzi na jaw, dziewczyna nie może uwierzyć, że ją okłamał i nie chce go znać. Po kilku dniach przychodzi odnieść mu jego rzeczy, ale nie zastaje go w domu. W pokoju znajduje jednak szkicownik, w którym chłopak potajemnie ją rysował. Jest urzeczona. Chłopak w tym momencie wchodzi do pokoju. Dziewczyna rzuca mu się na szyję i mówi, że nie musi nikogo udawać, bo kocha go takim jaki jest. Naiwne, ale Hollywood na takich historiach nieźle zarabia.

Saint-Émilion Grand Cru 2011Saint-Émilion Grand Cru 2011 jest naprawdę dobrym winem, które jednak udaje, że jest lepsze niż jest. Etykieta kusi na wszelkie możliwe sposoby. U góry napis „Grand vin de Bordeaux” i sztandarowy bordoski rysunek zamku czy też kościoła, niżej rocznik i „Saint-Émilion”, jeden z najsłynniejszych i najbardziej cenionych regionów winiarskich we Francji, wpisany w 1999 roku na listę Światowego dziedzictwa UNESCO, poniżej dodatkowo „Grand Cru”, a z boku informacja o srebrnym medalu na konkursie w Brukseli. Klient Lidla jest przekonany, że oto znalazł wino idealne, że za 29,99 zł wstąpi na winiarski Olimp i skosztuje ambrozji.

Kiedy próbuje wina w domu okazje się, że owszem jest dobre, a nawet bardzo dobre, ale nie jest wybitne, nie przynosi nieznanych mu wcześniej doznań, po prostu nie jest napojem bogów. Saint-Émilion Grand Cru 2011 nie pochodzi z żadnego wybitnego château; jest produkowane przez L’union de Producteurs de Saint-Émilion, a więc zrzeszenie pomniejszych producentów. Grand Cru nie należy do klasycznej klasyfikacji win Saint-Émilion, na którą składa się Grand Cru Classé, Premier Grand Cru Classé A i Premier Grand Cru Classé B. Grand Cru to nie Grand Cru Classé. Różnica w nazwie nie jest duża, ale w jakości i cenach już tak.

Rozczarowująca prawda wychodzi więc na jaw wraz z pierwszym kieliszkiem. Kiedy wino
przestanie już udawać wielkie Saint-Émilion przychodzi czas na happy end, czyli polubienie wina za to, jakie faktycznie jest, a nie jakie udaje. Jak wspomniałem, jest naprawdę dobre. Pachnie dojrzałymi owocami i leśną ściółką, smakuje śliwką i porzeczką, a wyraźnie zarysowane taniny nadają mu solidną strukturę. Jego picie wymaga pewnego skupienia.

Jeżeli miałbym wskazać pewien wzór jakości wina w tej kategorii cenowej, przymknąłbym oko na zbyt pompatyczną etykietę i wskazał Saint-Émilion Grand Cru 2011. W Lidlu były już roczniki 2009 i 2010, teraz jest 2011. Wcześniejsze roczniki zawierały nieco więcej alkoholu (odpowiednio 13,5% i 14%, a butelka z 2011 roku 13%) i były droższe. Z tego, co pamiętam kiedyś to wino kosztowało niecałe czterdzieści złotych, teraz tylko 29,99 zł. Stosunek ceny do jakości jest więc znakomity.


Saint-Émilion Grand Cru 2011
Krótko mówiąc: Naprawdę warto.
Kupiłem w Lidlu za 29,99 zł.